Pierwsza prace podjełam juz około 12
roku zycia :-) Roznosiłam ulotki provident z moja serdeczna do dzis
przyjaciolka za około 5 zł. Tyle nam wtedy płacili. A my
oczywiscie biedne brałysmy sterte ulotek i to robiłysmy, jakaz to
dla nas wielka radosc była kiedy juz sie w rece miało tego 5-taka a
czasem 10zł. Co z tym robiłysmy? Jak było to blisko 10 dnia
miesiaca wiec miałysmy to dla siebie, kupowałysmy zazwyczaj
słodycze,pozniej papierosy na sztuki a jak trzeba było to oddawało
sie mamie. U wujka w kebabie za kebaba,albo drobne grosze:)
Prace 'powazniejsza' zaczełam około
15 roku zycia, było to nielegalne poniewaz w Polsce mozna pracowac
od 16 roku zycia,ale mialam tyle szczescia,ze mnie przyjeli. Byłam
hostessa/promotorka w supermarketach. Zazwyczaj to praca 8 godzinna w
weekendy. Czasem dało sie z tego wyciagnac fajne pieniadze, jednak
tata zaczal sie buntowac bo do szkoły nie chodziłam a do pracy tak.
Zawsze mowil ze jeszcze bede miała
czas sie napracowac Prace ta musiałam zostawic kiedy miałam 17 lat
poniewaz nie miałam ksiazeczki sadepidowskiej, z tata miałam
fatalny kontakt... cos tam czasem nielegalnie popracowałam,ale
krotko. Pracowałam tak jak chciał moj pracodawca
godzinowo,przychodziłam do pracy wczesniej,zawsze,ale to zawsze w
pełni zadowolona-wtedy jeszcze bardzo kochałam cały swiat i byłam
osoba otwarta:-) Pieniazki zazwyczaj przeznaczałam na swoje
cele,czasem dzieliłam sie drobnymi z siostrami. Jak sobie mozna
wyobrazic nigdy zadna moja wypłata nie przekroczyła 500zł.
Kolejna moja praca w frustracji i
kompletym dole była praca na Polu Truskawkowym pod warszawa, to było
tuz przed moim wyjazdem z Polski, potrzebowałam pieniedzy na
podstawowe rzeczy, płacili fatalnie, ale udało mi sie tam cokolwiek
zarobic-Nie pytałam o warunki, co jak i czemu. Niestety do tej pracy
sie nie nadaje. Uff muchy,robaki latajace ale musiałam pracowac na
trampki za 10 zł by nie chodzic 'na boso'. Praca od 6 rano do 7
wieczorem.
Jak pamietam nie pociagneł nawet 2-och
tygodni. Ja skonczyłam z hemoroidami. Dzis wspominam to bardzo
miło,poniewaz mogłam zaobserwowac zycie na wsi, poznałam
ludzi,kolejny kontakt ze społeczenstwem, Pani Basii ktora tam
poznałam wysłałam pocztowke kiedy tylko dojechałam do
Hiszpanii:-)
W Hiszpanii mijały miesiace.. ja nie
znałam jezyka, słyszałam tylko i wyłacznie o kryzysie,mama tez
była bez pracy na dodatek miasteczko w ktorym mieszkałam było
typowym sezonowym turystycznym miasteczkiem, myslalam sobie
pamietam,ze moje zycie jest juz stracone (W wieku 17 lat). 'Skoncze
jak moi rodzice' -myslalam, zero ale to zero nadzieji na przyszłosc.
Kiedy ja wyjezdzałam do Hiszpanii
miesiac lub 2 wczesniej do Anglii jechała moja znajoma,w kompletym
dole u matki w ciasnym domu nie miałam juz nadzieji na nic, ale moja
znajoma powiedziała mi,ze w Anglii jest praca, ze ona pracuje,
najpierw zaczynasz od sprzatania ale pozniej to i nawet do miesnej
fabryki Cie wezma. Ja byłam w stanie desperacji przyjechac,z matka
kompletnie sie nam nie układało,ale ona w tym czasie złapała sie
jakiejs tam pracy i møwiła mi zebym jej nie zostawiała samej, bo
kto bedzie siedział z moim bratem i takie drobne manipulacje badz
wyzwiska kogo ona urodziła... Zostałam.
Z czasem zachowania kolezanki zaczely
mi przeszkadzac, ja widzialam inne wartosci zycia i ona inne. Dla
mnie wazna kwestia jest odnalezc sie w Panstwie,ktorym mieszkasz, nie
budowac Polske. Z Polski wyjechałam i pewnie nie raz tam wroce, a
poprzez sam szacunek powinnismy dostosowac sie chociazby minimalnie
do zasad panujacym w danym kraju, a takim przykładem jest dla
przykładu znajomosc jezyka i nie mowie tutaj o swietnym władaniu
nim, mam na mysli podstawowe zwroty w danych sytuacjach. Sa
organizowane kursy dla imigrantow, istnieja słowniki.. no to chyba
logiczne i na ten temat nie musze sie za bardzo rozpisywac. Dla niej
wazniejsze było zarabianie od poniedziałku do piatku funtow w
fabryce a w weekendy wychodzenie do POLSKICH dyskotek:-). Wizja
Anglii szybko mi sie rozmyła.
W tym czasie kiedy noc była dla mnie
dniem a w dnie spałam,bo byłam kompletnie samotna poznałam pewna
kobiete na pewnym Hiszpanskim forum-Polke.
Szybko sie dogadałysmy,ja sie
zwierzyłam o swoim beznajdziejnym zyciu, beznadziejnej sytuacji w
domu a ona powiedziała,ze otwieraja bar na Costa Bravie i chetnie
mnie przyjmie-dla mnie był to jak mozna sobie wyobrazic MEGA SZOK.
JA?do pracy? Do baru?Jak ja kawy nie potrafie zrobic ta wielka
maszyna... ah co to bedzie itp,Panika i wielke zaufanie do szefowej.
Około 2 dni przed rozpoczeciem pracy powiedziała mi,ze bede
pracowac 8 godzin w barze a reszte czasu bede z ich małym dzieckiem,
zapewnili mi 'pieeeeeekny pokooooj' , jedzienie no i wypłate 4 razy
mniejsza od ludzi pracujacych tak jak ja pracowałam,ale oczywiscie
ja w sytuacji pod sciana zgodziłam sie-Kobieta tez była z domu
alkoholickiego i chciała byc moja 'szefowa-przyjaciolka' .
Wykorzystywali i manipulowali mna jak chcieli, nie płacili mi, ja
miałam miec wielkie siły, obgadywali do ludzi... wypominali,ze to
dzieki nim nauczyłam sie robic kawy, ze oni mi wiele dali,
wyciagneli mnie z dziury itp,a ja uwieziona tam 16 godzin pracujac
nie miałam checi do zycia... a to bole głowy, a to szyja... .
Naprawde była to dla mnie ciezka praca. Ale nie chciałam wracac do
matki do domu. Byłam u nich kilka miesiecy, pracowałam na
czarno,bez umowy, zakompleksiona,przekładali terminy wypłat- no
poprostu złapali mnie w moim złym momencie. Ja wtedy zaczynałam
rozmowy po Hiszpansku,a oni prowadzili Hiszpanski bar bez kompletnej
znajomosci kuchnii jak i podstaw jezyka. Jedyny kontakt z moja mama w
tym czasie to był kiedy mamusia dzwoniła do mnie po pomoc.. a ja
jak woł pracowałam. Kiedy postanowiłam odejsc z pracy mama
przekonywała mnie abym wrociła do niej do miasteczka. Ja poznałam
wtedy Darie-kobiete z klasa,ktora nie traktowała mnie gorzej, zawsze
zostawiała mi napiwki. Fajna kobieta,ktora duzo mi pomogła.
Jako DDA zawsze potrzebowałam tego aby
ktos potwierdził czy robie cos dobrze czy zle.. Rozmowa z szefem
skonczyła sie płaczem,poniewaz nie potrafiłam mu powiedziec o
swoich obwach itp,Daria zobaczyła mnie płaczaca i wygadałam sie
jej do ostatniej zły, powiedziałam,ze nie chce wracac do mamy a ona
po poznaniu mojej historii szybko wydała opinie,ze jesli wroce do
mamy bedzie to najgorsza decyzja mojego zycia i ja to czułam ale
potrzebowałam,zeby ktos mnie wsparł. Miałam szczescie, inna
kolezanka Polka wzieła mnie do siebie do domu,jej mama zgodzila sie
bym przyjechała, jestem bardzo wdzieczna Dorocie bo nie wiem jak to
by dzis było. Oczywiscie mama oburzyła sie jak moge sie platac po
obcych ludziach skoro mam matke. (No tak, szkoda tylko,ze przez
wpływy jej nowego meza ja w oczach ludzi ja byłam jej bratanica..
nie chciała przyznac sie ze jest nas wiecej:) Chciałabyc chyba
dojrzała mama. Zapomniec o tym,ze zostawila swoje 3 corki na pastwe
losu. Nazwijmy rzeczy po imieniu.
Kolejna praca była praca za kolejne
małe pieniadze, od rana do wieczora, mieszkanie z karaluchami,
ludzmi z całego swiata. Pamietam jak dzis pierwsze wrazenie kiedy
weszłam do mieszkania w ktorym pozniej sie osiedliłam, oferta była
dobra bo bardzo ale to bardzo tanio. Mieszkałam ze starym Hiszpanem,
para z mołdawii i mezczyzna z ukrainy. Syf kompletny, wziełam dzien
wolnego w pracy i sprzatałam cały dzien jak głupia. Nie mogłam
zyc w takich warunkach. Białe szafki zakrywał zołty roczny tłuszcz
okna zasrane przez ptaki.. Wziełam sie do roboty i myslalam 'Nikt
nie møwił,ze bedzie lekko'
Kolejna moja praca,ktora jest swietnym
przykładem cechy DDA – czyli nie pytam o zarobki, o czas pracy...
nie pytam o nic. Łapie to co jest, bo jedynie na to zasługuje.
Nie mam skonczonych studiow, nawet
liceum. Na co licze? Na jakas inna prace?
Nie wazne,ze jestem osoba dobrze
wykonujaca swoja prace. Nie, to jest nie wazne. Takze wziełam
robote, wykorzystywanie, brak płacenia. W pracy mnie kochali, byłam
ekspedietka u siebie na osiedlu w piekarnii, dziewczyna młoda
szefowa myslala,ze zna metody manipulacji i zdarzało jej sie rzucac
hasła 'Ah Ty jestes taka madra a ja Cie tu trzymam za kawałek
chleba' Moze nie dosłownie, bo cos tam mi płaciła, ale uwierzcie
mi. To tak jak brac w Polsce 300zł za prace. Jadłam w piekarnii i
prosiłam Boga,zeby dał mi siły na przetrwanie, ze wiem ze trzeba
ciezko pracowac, ale nie podoba mi sie takie wykorzystywanie... Wiele
razy czułam sie od niej gorsza, ona probowała mi wmawiac,ze jestem
dzieckiem, ze nie znam zycia... a tak naprawde to ona nie zna
siebie:)
Nienormalnym wydało jej sie pamietam
jak powiedziałam jej,ze w normalnych rodzinach sa uczucia.A ona
stwierdziła,ze moja mama na pewno mnie kocha i jej mama tez
'Przeciez to normalne ze rodzice nas kochaja,my musimy o tym
wiedziec,moja mama tez mnie nie przytula ani nie przytulała' –
CZYLI dziewczyna nie odroznia normalnosci od nienormalnosci, kiedys
napewno wspomne w niej o jakiejs notatce bo to tez ciekawy typ osoby
z rodziny dysfunkcyjnej!
W piekarni ludzie mnie lubili a ja
lubiłam ludzi. Pamietam jak czesto sie czerwieniłam kiedy wchodził
jakis mezczyzna i musiałam go obsłuzyc:) Bo była to
piekarnio-cukiernio-kawiarnia.
Z jej wypłaty wystarczało mi na
pokoj,fajki, buty na zime i zel do kapieli. W lodowce pusto.. w
kieszeniach pusto. Miarka sie przebrała kiedy dziewczyna nie
wypłacała mi pieniedzy, ja zostałam z długami. Był to luty br.
Poznałam tam Polaka ktory spadł mi z nieba, ja bez pieniedzy na
pokoj, a on dobry człowiek z osiedla,rozwiedziony 40 latek miał
wolny pokoj. Umowilismy sie,ze dopoki nic nie znajde bede u niego
mieszkac,ustalilismy cene za pokoj i powiedział,ze spokojnie do
kiedy nie bede miec pieniazkow moge mieszkac, pozniej sie rozliczymy.
Siedziałam płaczac w domu i szukajac
rozwiazania? Powrot do MAMY?Nie...... Matka w miedzy czasie kiedy
mieszkałam u Zbyszka przyjechała do mnie w odwiedziny, narobiła mi
wstydu i kolejny raz dała poczucie jak bardzo sie od siebie
roznimy... Prosiłam Boga o prace w jakiejs Hiszpanskiej normalnej
rodzinie, chciałam sie nauczyc pracy w domu i poznac jeszcze lepiej
jezyk jak i prawdziwa kulture tych ludzi... Stało sie. Kolezanka
dała mi namiar na ogłoszenie, wysłalam wiadomosc i chop:
Moja obecna szefowa zadzwoniła do mnie
bardzo szybko.Spotkałysmy sie kilka dni pozniej, okreslila sie jasno
czego oczekuje. Ja jako Karolina DDA nie mogłam obejsc sie bez
potwierdzenia czy dobrze mysle,czy zle mysle co powinnam zrobic.
Miałam mnostwo obaw?Ja?z 3 dzieci? Daleko o wszystkiego?Ale tak
naprawde od czego?... Poradziłam sie swojej matki i w sumie
wszystkich wkoło... ale
tak naprawde w srodku wiedziałam,ze to praca ktorej
chce.Praca o ktorej marzyłam. Pojechałam i zaczeeły sie moje
obawy...CZY JA ABY NA PEWNO WSZYSTKO ROBIE
DOBRZE?we
wszystkim szukałam perfekcji.. 'Pociłam sie aby podczas prasowania
wszystko było perfekt, jak znalazłam zagiecie mowiłam sobie w
myslach,ze ja kompletnie sie do tego nie nadaje, nikt mnie nie
chwalił,nic nie mowił... płakałam i czułam sie beznadziejnie..w
dodatku Szef potraktował mnie bardzo surowo w pewnej sytuacji kiedy
to doprowadził do ciezkiego płaczu i tzresnienia rak. Do dzis na
jego widok kreci mi sie w głowie... od tamtego momentu nie
wymieniamy sie zdaniami. Panicznie sie go boje i mam poczucie winy
tylko dlatego,ze facet podniesionym tonem powiedział mi,ze nie
powinnam zapominac o wylaczaniu grzejnika w swoim pokoju, bo ciagnie
prad-ja oczywiscie napisałam wam lekka wersje.Wmawiałam
sobie,ze...kazda
'skwaszona' mina szefa,szefowej lub kogokolwiek z naszego otoczenia
objawiała sie tym,ze to ja na pewno zrobiłam cos ZLE!W tym okresie
wymiotowałam , pracowałam bardzo zle, wstawałam pozno, zawsze sie
wyrabiałam z praca ale nie czułam satysfakcji z tej pracy...
odkryłam CECHY DDA i od juz ponad tygodnia mam sie lepiej!!! i
dostrzegam te błedy. Wrzucam na luz. Nie okłamuje siebie,ze to
magiczna rozdzka nie nie... teraz tez mam pewne leki i obawy, ale
wszystko ma swoj czas. Najwazniejsze to nie poddac sie w tym dole tak
mi sie wydaje i rozpoznawac te nasze wady
Dzis
powtarzam sobie. Chciałam prace z wakacjami, z małym dzieckiem, w
domu... chciałam uczyc sie czegos nowego? Jestem w Hiszpanii, nad
morzem i gorami w jednym:) Odciełam sie od ludzi ktorzy mnie
wypalali,czego ja teraz wiecej chce? Nie udało sie uprasowac dobrze
bluzki?Przeciez szefowa tez tak prasuje.. Ta bluzka jest dobrze
wyprasowana. Szef ma krzywa mine? Wiec ja z calym sercem i usmiechem
na twarzy powiem mu 'Dzien Dobry'. Ja
tez jestem człowiekiem i tez mam swoje wymagania i potrzeby! Troche
dziwnie mi sie z tym oswoic, ale to jedna z praw tez szacunku do nas
samych siebie:)
A
jesli chcemy byc szanowani musimy szanowac nas samych, czyz nie?
Muzyka na dzis:
BUDKA SUFLERA...
BUDKA SUFLERA...
A po nocy przychodzi dzien....

