poniedziałek, 17 czerwca 2013

Nic nie moze przeciez wiecznie trwac.


Nie wiem juz na jakim etapie zycia jestem, na pewno bardzo niestabilnym. Kiedy zadaje sobie pytanie: Jak sie masz Karolino? Przychodzi mi do głowy : Ja? No mam sie dobrze, mam przeciez prace, mam plaze, ucze sie, poznaje swiat,kazdego dnia jestem madrzejsza o nowe informacje. Spedzam popołudnia z moimi kochanymi dzieciakami,ktore daja mi mase miłosci... rzuciłam palenie. Wychodze na plaze przed ludzmi, ucze sie pokory i kocham zycie.
Ale za chwile ta piekna wizje zakrywa mi odpowiedz, a Twoje wymiotowanie 3 razy dziennie?
Napychanie sie czekolada i chlebem z oliwa przed obiadem? I po obiedzie?
To,ze z jednej strony chce byc zwiazana z T a dni takie jak te poprostu jest mi on obojetny..
Nie mam przyjaciøłki serdeczniej psiapsiøłki-taka z ktora moge porozmawiac o wszystkim i ktora powie tez cos od siebie.. jesli zrobilibysmy sade miedzy ludzmi z mojego otoczenia, sasiadow itp, wszyscy wam powiedza,ze jestem pozytywnie nastawiona do zycia, radosna, lubie grac z dziecmi... jednak Ci co najgłosniej sie smieja w dzien, płacza w nocy az do momentu kiedy ze zmeczenia płakaniem zasypiaja....
Nie moge isc jeszcze do psychologa, traktuje wymiotowanie w dosc dziwny sposob.
Napycham sie sama nie wiem czemu... Nie jest to na tle chudniecia, bo wcale nie jest tak tragicznie. Opycham sie i na koniec wszystko popijam woda, ale opycham sie i koniecznie musze sie napchac do stanu kiedy bede pełna,ze wymioty same prosza sie o wyjscie.
Zjadam wszystko pomieszane, jabłko ze stekiem i łyzeczka jogurtu. Czekolade z waflem ryzowym i sosem pomidorowym, ryz, chleb z oliwa i sola, frytki, tunczyka- dosłownie wszystko co mam pod reka.
3 dni temu zwymiotowałam w sposob okropny, płakałam nad toaleta. Planuje sobie obzarstwo, wszystko sobie wyobrazam,po czym mam takie jakby obawy,ze ktos mnie kiedys zobaczy opychajaca sie. Boje sie o cere,ze wyskocza mi pryszcze, przemywam ja 4 razy dziennie alkoholem.
Jestem zupełnie sama.. Wymiotuje juz jakies 8 miesiecy, od kwietnia jest coraz gorzej.
Kiedy moj ojciec mowi 'Musze sie napic'- wiem,ze jest chory.
Ja tez jestem chora, ale nie wiem czy to przejsciowe, czy tak juz bedzie całe zycie.
Czasem chciałabym połozyc sie w łozku i spac całe dnie... by nikt mnie nie zobaczył. Ale moje marzenia i chec do prawdziwego zycia ratuje mnie. Bede miec piekne zycie... Przeciez ja sie odradzam. Wracam do pracy, dzieciaki czekaja na dole...

BARDZO,ale to BARDZO prosze wszystkich,ktorzy mieli podobny problem o podzielenie sie ze mna swoja historia, jak sie teraz macie?Jak sobie z tym radzicie? Ksiazki lub słuchowiska, blogi. Wszystko co w temacie.

Karolinar882@gmail.com

  muzyka na dzis: 

I'm like a bird

poniedziałek, 3 czerwca 2013

To nie tak,ze was kocham, poprostu nie kocham siebie.




Kiedy jedna rzecz sie zaczyna układac, wtedy nadchodzi moment kiedy psuje sie nastepna.
W pracy całkiem okey, napady jedzeniowe powiedzmy zdarzaja sie rzadziej, rozmawiam ze soba i jakos probuje składac wszystko w całosc, dzwoniłam wczoraj do cioci,ktora tez zreszta jest DDA ale juz dojrzała DDA i wydawałoby sie,ze wszystko to co chciała ma, ale tego nie wiem, nie siedze w jej głowie, człowiek jest jednostka i tylko on sam wie co w nim siedzi.
W Polsce w domu wielka patologia, chciałabym pomoc młodszej siostrze, ale nie mam teraz jak, musze czekac do momentu kiedy skonczy sie praca a ona namowi ojca by zrobił jej paszport, nie wytrzymuje tam cisnienia. Tragedia.. to co daje mi znak to to,ze ona sie tam nie odnajduje.. i jest tego swiadoma. Chciałaby zmienic klimat i jesli tylko Bog chce, tak sie własnie stanie.

TRZESACE SIE PALCE i GOTUJACA SIE KREW.
Adriana poznałam kiedy miałam 14 lat, zakochałam sie w nim bezwarunkowo, nie wiem z jakiej przyczyny,nawet sie nie całowalismy a ja go kochałam, za to ze jest... z mojego punktu widzenia Adrian był niesmiałym wtedy 16-latkiem,spotykalismy sie jak gowniarze, wstydzilismy sie siebie... on mowil,ze mu zalezy a ja miałam swoje obsesje. Postanowiłam odpuscic sobie Adriana, wyjechałam, poderwałam innego wakacyjnego kolege. Wmowiłam sobie,ze Adrian mnie nie chce, w domu cisnienie.. wyjechałam na 2 miesiace z Łodzi,kiedy wrociłam nie chciałam sie do niego odzywac. Dowiedziałam sie po czasie,ze ma dziewczyne, sprowokowałam spotkanie.
Czułam miłosc, ale on zaczynał byc z inna.
Minał rok nadal z nia był a ja kochałam go w ciszy... spotkalismy sie w moim najwiekszym kryzysie w domu,on miał ja... oszukiwał mnie,ze miedzy nami cos iskrzy... dla mnie był tym Adrianem z przed 2 lat... nie miesciło mi sie w głowie, ze to z nia spi, z nia ma relacje, a ja jestem tylko zwykła kolezanka.. Mowił mi ze musze czekac... ze nie jest łatwo z nia zerwac... wszyscy wkoło mi to mowili... a ja wierzyłam, pozniej juz słyszałam opinie abym nie czekała na niego... a ja swiadoma w pełni,ze dzieje sie cos nie tak wierzyłam,ze miłosc uchronii mnie od wszystkiego... Pocałowalismy sie pierwszy raz, on kłamał ja, mnie... spotkała mnie na ulicy i szarpała mnie za włosy.. Adrian przestał sie odzywac a ja skonczyłam w ciezkiej depresji w łozku..
Miłosc uchronii mnie od wszystkiego?Jaka miłosc? Dlaczego kochałam Adriana skoro wiedziałam,ze on mnie nie chce, udawałam slepa?Zakochałam sie w najwiekszym idiocie swiata.
I wyznałam mu miłosc po 3 latach ciszy.. nie zareagował, liczyłam na 'Karolina ja tez Cie kocham' przygoda skonczyła sie depresja a on kontynuował swoj zwiazek ktory rzekomo chciał zakonczyc.
Nikt o nas nie wiedział,zawsze w ukryciu... zawsze czekaj...
Wyjechałam...kochałam go nadal. Zadzwonił na skype, ale jako kolega. JAKA MIŁOSC MIAŁA MNIE UCHRONIC SKORO ON MNIE NIE KOCHAŁ?... najwiekszy zal dla mojego serca. Dobicie gwozdzia do trumny... myslalam długo o Adrianie, kreciłam sobie filmy w wyobraznii. Ale Adrian mnie oszukał,zostawił osmieszona przed ludzmi... jego dziewczyna uderzyła mnie w twarz.
Nie ma pojecia,ze sie spotykalismy, a co dopiero całowalismy. Pozniej miałam jakies znajomosci z chłopakami, ale nigdy nie czułam niczego podobnego jak do Adriana..

W styczniu biezacego roku pojawił sie T. Ideał mojego mezczyzny.
Czuły, kochany, niesmiały. Szybko mi zaufał.. opowiedział o swoich lekach,otworzył sie przedemna . Po 12 dniach naszej znajomosci T postanowił,ze nasz pierwszy pijany pocałunek moze byc poczatkiem czegos, tego samego miesiaca zostawił mnie mowiac,ze nie jest gotowy, ze nie chce sie z nikim wiazac.. i tak wkoło... raz mnie uwielbia,raz jestem jedna z jego kolezanek.Nikt o nas nie moze wiedziec... Mam wrazenie,ze z kazda kolezanka zachowuje sie tak samo, ale to ze mna lezy w łozku, ze mna robi sobie szczesliwe zdjecia... mowi,ze teskni.. ze uwielbia ze mna byc...
Jest otoczony kolezankami. Nie ukrywam,ze ma ich stanowczo za duzo... doprowadzaja mnie do szału i płaczu i T doskonale o tym wie, ale nie wie co jest przyczyna tego,ze tak jest. Chciałbym mu o tym powiedziec jak bardzo mu nie ufam, jak bardzo dotyka mnie kazda jego ironia kiedy mowi mi ze jest ich tak duzo i ze niektore pisza mu o slubie badz szczesliwym zyciu...
Wczoraj poczułam sie dokładnie tak jak wtedy.... widzac coprawda głupie portalowe komentarze, ale poczułam sie dokładnie jak w kwietniu 2 lata temu. Jedna pisze konkretnie bez ukrycia 'Miłosci moja... wielbie Cie' itp itd. Napisałam komentarz do zdjecia w ktore ona szybko sie wtraciła..
I T oczywiscie zareagował jak zawsze, to moja kolezanka ktora bardzo mnie kocha...
spoko, niech Cie kocha, ale ta dziewczyna nie ma pojecia,ze ja isntnieje... nie ma pojecia,ze to ze mna zegnałes sie jak wariat... ze to w moim łozku smyrałam Cie po plecach...
Kim jestem?Zasługuje na cos takiego? Cała sie trzese od wczoraj.Nie wiem kim ona jest, najgorsze jest to,ze nie wiem kim ja jestem. KIM DLA NIEGO JESTEM? Cos w srodku mowi mi,ze powinnam sie od niego odciac i wyluzowac, ale nie potrafie nawet pogadac z innym chłopakiem nie myslac o nim, peknie mi serce i przypali krew w zyłach kiedy dowiem sie,ze laczy ich cos wiecej a ja 5 miesiac jestem niczego nie swiadoma...
Nie zasługuje ani nie pozwole sobie na bycie po raz 100 w moim zycia 'druga lub jedna z wielu'. Jesli opowiem z czego bierze sie moja zazdrosc,usłysze cos przykrego.
Boze kochany wiem,ze stawianie mi tych osob na drodze maja cos wniesc do mojego zycia, ale czasem mam wrazenie ze spalam sie od srodka... popsrostu sie wypalam.Wole byc samotna,niz rozczarowac sie po raz kolejny.. czasem tez mam dni w ktorych zmienia mi sie wizja T. moze chciałbym zeby wszystko szło wolniej, ale T ma juz cos za soba.... czuje ze czeka nas rozmowa.
Pracuje z 3 dzieci i nie moge sobie pozwolic na wiotczenie miesni, szum w uszach czy trzesace sie palce...Czuje sie nie wazna,ale zarazem T obarczył mnie swoimi problemami...
ciekawe czy zrobił to swiadomie i co ma w swoich zamiarach.... czuje sie fatalnie,pełna miłosci.... trafiajaca a moze swiadomie łacze sie z takimi ludzmi, ktorzy mnie nie pokochaja ? Jestem w kropce,ale czuje w sobie siłe,ktora nie pozwoli tkwic w czyms co nie ma sensu. Albo wszystko albo nic.

Istnieje pewien chłopak,ktory mowi o miłosci w moja strone, nawet 2-och,ale ja jak zwykle mowie,ze nie mogłabym zrobic tego T, poprostu bym nie mogła.. czy tak ciezko jest powiedziec komus, nie.. nie chce. Ale nic nie chce, nie isniejesz.

Bedzie pieknie, cierpliwosci moja mała Karolino.
Musze napisac podanie do szkoły o zmniejszenie połowy kosztow,ciekawe jak pojdzie, po za tym usłyszałam taki tekst... ze to co teraz robie po wyjsciu z tak ciezkiej patologii jest... mieszanie fundamentu...zeby sie dobrze 'przecial,przegryzl' potrzeba czasu i doswiadczen.


Kocham was, wszystkich tych,ktorzy nigdy nie pokochaja mnie...