Kiedy jedna rzecz sie zaczyna układac,
wtedy nadchodzi moment kiedy psuje sie nastepna.
W pracy całkiem okey, napady
jedzeniowe powiedzmy zdarzaja sie rzadziej, rozmawiam ze soba i jakos
probuje składac wszystko w całosc, dzwoniłam wczoraj do
cioci,ktora tez zreszta jest DDA ale juz dojrzała DDA i wydawałoby
sie,ze wszystko to co chciała ma, ale tego nie wiem, nie siedze w
jej głowie, człowiek jest jednostka i tylko on sam wie co w nim
siedzi.
W Polsce w domu wielka patologia,
chciałabym pomoc młodszej siostrze, ale nie mam teraz jak, musze
czekac do momentu kiedy skonczy sie praca a ona namowi ojca by zrobił
jej paszport, nie wytrzymuje tam cisnienia. Tragedia.. to co daje mi
znak to to,ze ona sie tam nie odnajduje.. i jest tego swiadoma.
Chciałaby zmienic klimat i jesli tylko Bog chce, tak sie własnie
stanie.
TRZESACE SIE PALCE i GOTUJACA SIE KREW.
Adriana poznałam kiedy miałam 14 lat,
zakochałam sie w nim bezwarunkowo, nie wiem z jakiej przyczyny,nawet
sie nie całowalismy a ja go kochałam, za to ze jest... z mojego
punktu widzenia Adrian był niesmiałym wtedy 16-latkiem,spotykalismy
sie jak gowniarze, wstydzilismy sie siebie... on mowil,ze mu zalezy a
ja miałam swoje obsesje. Postanowiłam odpuscic sobie Adriana,
wyjechałam, poderwałam innego wakacyjnego kolege. Wmowiłam
sobie,ze Adrian mnie nie chce, w domu cisnienie.. wyjechałam na 2
miesiace z Łodzi,kiedy wrociłam nie chciałam sie do niego odzywac.
Dowiedziałam sie po czasie,ze ma dziewczyne, sprowokowałam
spotkanie.
Czułam miłosc, ale on zaczynał byc z
inna.
Minał rok nadal z nia był a ja
kochałam go w ciszy... spotkalismy sie w moim najwiekszym kryzysie w
domu,on miał ja... oszukiwał mnie,ze miedzy nami cos iskrzy... dla
mnie był tym Adrianem z przed 2 lat... nie miesciło mi sie w
głowie, ze to z nia spi, z nia ma relacje, a ja jestem tylko zwykła
kolezanka.. Mowił mi ze musze czekac... ze nie jest łatwo z nia
zerwac... wszyscy wkoło mi to mowili... a ja wierzyłam, pozniej juz
słyszałam opinie abym nie czekała na niego... a ja swiadoma w
pełni,ze dzieje sie cos nie tak wierzyłam,ze miłosc uchronii mnie
od wszystkiego... Pocałowalismy sie pierwszy raz, on kłamał ja,
mnie... spotkała mnie na ulicy i szarpała mnie za włosy.. Adrian
przestał sie odzywac a ja skonczyłam w ciezkiej depresji w łozku..
Miłosc uchronii mnie od
wszystkiego?Jaka miłosc? Dlaczego kochałam Adriana skoro
wiedziałam,ze on mnie nie chce, udawałam slepa?Zakochałam sie w
najwiekszym idiocie swiata.
I wyznałam mu miłosc po 3 latach
ciszy.. nie zareagował, liczyłam na 'Karolina ja tez Cie kocham'
przygoda skonczyła sie depresja a on kontynuował swoj zwiazek ktory
rzekomo chciał zakonczyc.
Nikt o nas nie wiedział,zawsze w
ukryciu... zawsze czekaj...
Wyjechałam...kochałam go nadal.
Zadzwonił na skype, ale jako kolega. JAKA MIŁOSC MIAŁA MNIE
UCHRONIC SKORO ON MNIE NIE KOCHAŁ?... najwiekszy zal dla mojego
serca. Dobicie gwozdzia do trumny... myslalam długo o Adrianie,
kreciłam sobie filmy w wyobraznii. Ale Adrian mnie oszukał,zostawił
osmieszona przed ludzmi... jego dziewczyna uderzyła mnie w twarz.
Nie ma pojecia,ze sie spotykalismy, a
co dopiero całowalismy. Pozniej miałam jakies znajomosci z
chłopakami, ale nigdy nie czułam niczego podobnego jak do Adriana..
W styczniu biezacego roku pojawił sie
T. Ideał mojego mezczyzny.
Czuły, kochany, niesmiały. Szybko mi
zaufał.. opowiedział o swoich lekach,otworzył sie przedemna . Po
12 dniach naszej znajomosci T postanowił,ze nasz pierwszy pijany
pocałunek moze byc poczatkiem czegos, tego samego miesiaca zostawił
mnie mowiac,ze nie jest gotowy, ze nie chce sie z nikim wiazac.. i
tak wkoło... raz mnie uwielbia,raz jestem jedna z jego
kolezanek.Nikt o nas nie moze wiedziec... Mam wrazenie,ze z kazda
kolezanka zachowuje sie tak samo, ale to ze mna lezy w łozku, ze mna
robi sobie szczesliwe zdjecia... mowi,ze teskni.. ze uwielbia ze mna
byc...
Jest otoczony kolezankami. Nie
ukrywam,ze ma ich stanowczo za duzo... doprowadzaja mnie do szału i
płaczu i T doskonale o tym wie, ale nie wie co jest przyczyna
tego,ze tak jest. Chciałbym mu o tym powiedziec jak bardzo mu nie
ufam, jak bardzo dotyka mnie kazda jego ironia kiedy mowi mi ze jest
ich tak duzo i ze niektore pisza mu o slubie badz szczesliwym
zyciu...
Wczoraj poczułam sie dokładnie tak
jak wtedy.... widzac coprawda głupie portalowe komentarze, ale
poczułam sie dokładnie jak w kwietniu 2 lata temu. Jedna pisze
konkretnie bez ukrycia 'Miłosci moja... wielbie Cie' itp itd.
Napisałam komentarz do zdjecia w ktore ona szybko sie wtraciła..
I T oczywiscie zareagował jak zawsze,
to moja kolezanka ktora bardzo mnie kocha...
spoko, niech Cie kocha, ale ta
dziewczyna nie ma pojecia,ze ja isntnieje... nie ma pojecia,ze to ze
mna zegnałes sie jak wariat... ze to w moim łozku smyrałam Cie po
plecach...
Kim jestem?Zasługuje na cos takiego?
Cała sie trzese od wczoraj.Nie wiem kim ona jest, najgorsze jest
to,ze nie wiem kim ja jestem. KIM DLA NIEGO JESTEM? Cos w srodku mowi
mi,ze powinnam sie od niego odciac i wyluzowac, ale nie potrafie
nawet pogadac z innym chłopakiem nie myslac o nim, peknie mi serce i
przypali krew w zyłach kiedy dowiem sie,ze laczy ich cos wiecej a ja
5 miesiac jestem niczego nie swiadoma...
Nie zasługuje ani nie pozwole sobie na
bycie po raz 100 w moim zycia 'druga lub jedna z wielu'. Jesli
opowiem z czego bierze sie moja zazdrosc,usłysze cos przykrego.
Boze kochany wiem,ze stawianie mi tych
osob na drodze maja cos wniesc do mojego zycia, ale czasem mam
wrazenie ze spalam sie od srodka... popsrostu sie wypalam.Wole byc
samotna,niz rozczarowac sie po raz kolejny.. czasem tez mam dni w
ktorych zmienia mi sie wizja T. moze chciałbym zeby wszystko szło
wolniej, ale T ma juz cos za soba.... czuje ze czeka nas rozmowa.
Pracuje z 3 dzieci i nie moge sobie
pozwolic na wiotczenie miesni, szum w uszach czy trzesace sie
palce...Czuje sie nie wazna,ale zarazem T obarczył mnie swoimi
problemami...
ciekawe czy zrobił to swiadomie i co
ma w swoich zamiarach.... czuje sie fatalnie,pełna miłosci....
trafiajaca a moze swiadomie łacze sie z takimi ludzmi, ktorzy mnie
nie pokochaja ? Jestem w kropce,ale czuje w sobie siłe,ktora nie
pozwoli tkwic w czyms co nie ma sensu. Albo wszystko albo nic.
Istnieje pewien chłopak,ktory mowi o
miłosci w moja strone, nawet 2-och,ale ja jak zwykle mowie,ze nie
mogłabym zrobic tego T, poprostu bym nie mogła.. czy tak ciezko
jest powiedziec komus, nie.. nie chce. Ale nic nie chce, nie
isniejesz.
Bedzie pieknie, cierpliwosci moja mała
Karolino.
Musze napisac podanie do szkoły o
zmniejszenie połowy kosztow,ciekawe jak pojdzie, po za tym
usłyszałam taki tekst... ze to co teraz robie po wyjsciu z tak
ciezkiej patologii jest... mieszanie fundamentu...zeby sie dobrze
'przecial,przegryzl' potrzeba czasu i doswiadczen.
Kocham was, wszystkich tych,ktorzy nigdy nie pokochaja mnie...

Niestety stworzenie fajnego związku jest bardzo trudne. Każdy ma inny charakter, inne przyzwyczajenia, inne emocje, inne myślenie, wielu ludzi przeżyło jakieś traumy. Ja np. często krzywdziłem osoby, z którymi chciałem być a później dziwiłem się, że nikt nie chce być ze mną. Widziałem wady innych a bagatelizowałem swoje głupie zachowania. Kilku moich znajomych zostało zdradzonych przez swoje dziewczyny. Faceci też często zdradzają. Strasznie trudne jest stworzenie udanego związku ale podstawą jest akceptacja i polubienie siebie. A wtedy będziemy kochać drugą połówkę a ona nas. Życzę Ci żebyś znalazła taką osobę albo by ktoś taki znalazł Ciebie. Pozdrawiam:)
OdpowiedzUsuńZgadzam się z tym, że niełatwo stworzyć związek. Ze mną żona miała 3 światy, ale to też kwestia kompromisów. Jak nie ma tego, to jest cieżko. Jesteś młoda, na pewno znajdziesz drugą połówkę :))) pozdrawiam!
OdpowiedzUsuńhttp://ddawsieci.blog.onet.pl/
popo14